Reklama
Reklama
Reklama
Facebook
Sport news
Serwis Sport w portalu Wirtualna Polska
Bieganie - Kobieca strona mocy - recenzja PDF Drukuj
Wpisany przez Kinga   
środa, 03 lutego 2016 21:25

Bieganie - Kobieca strona mocyNowy rok i nowe książki „biegowe". Tym razem pozycja dedykowana dla kobiet, której autorką jest znana w środowisku amatorskich biegów – Ania Pawłowska-Pojawa. „Bieganie – Kobieca strona mocy" ukazała się na przełomie roku nakładem Wydawnictwa Samo Sedno w przyzwoitej cenie okładkowej 34,90 PLN.

Jeśli już znalazłaś w sobie motywację by wstać z przysłowiowej kanapy albo już coś truchtasz ale masz problem np. z doborem odpowiedniego stroju lub chcesz się zapisać na bieg ale nie wiesz jak, to ta książka zdecydowanie jest dla Ciebie.

Zawartość tej pozycji to bardzo podstawowa wiedza, przekazana w bardzo przystępny sposób. Bez trudnych zwrotów lub wchodzenia w szczegóły, takie biegowe „abc". Książkę jak większość pozycji z tego gatunku czyta się lekko i przyjemnie. To jak opowieść doświadczonej biegaczki, która siedzi koło Ciebie i dzieli się swoimi przeżyciami i wiedzą. Jest to zbiór kluczowej wiedzy jaka jest przydatna aby zacząć biegać i stawiać w tym sporcie pierwsze kroki. W dalszej części natomiast jest zbiór informacji o planach na kolejny etap aby rozbudzić wyobraźnię początkującej biegaczki (opowieści o maratonie i ultra).

Mimo podstawowej wiedzy, którą już dawno zgłębiłam znalazłam tam jednak i dla siebie kilka interesujących tematów. Spodobało mi się chociażby przypomnienie, że bieganie nie polega tylko na samym bieganiu! Warto o tym pamiętać (głównie piszę to do siebie :) ). Cała książka jest napisana dla kobiet i z myślą o czytających ją kobietach, dlatego znajdziesz tam praktyczne informacje np. czy biegać w czasie okresu, jak zabezpieczyć się w te dni, dlaczego biegamy wolniej niż panowie, jak dobrać biustonosz i czy my, kobiety mamy gen rywalizacji. Dla początkującej biegaczki to mogą być cenne informacje, szczególnie, że dziewczyny często zaczynają biegać tak by inni się nie dowiedzieli. W tajemnicy, zanim ogłoszą to światu chcą biegać szybko aby błyskawicznie schudnąć albo poprawić kondycję. Jednak bez podstawowych informacji o bieganiu można już na początku popełnić dużo niepotrzebnych błędów. Warto więc wcześniej trochę o tym przebieraniu nogami poczytać.

Autorka porusza temat, który jest bardzo ważny i może, szczególnie na początku przygody z bieganiem, zniechęcić początkującą zawodniczkę. Mowa o tym jak się ubrać na trening lub na zawody. Nie ma jednego wzoru bo wszystko od czegoś zależy (jak ja nie lubię jak autorzy tak piszą ;) ) - od pogody, czy pada, czy jest wilgotno, czy wieje, czy to są zawody czy trening, jakie są twoje preferencje termiczne. Jednak jest kilka uniwersalnych zasad - jeśli wychodzisz na trening i jest Ci ciepło jeszcze przed rozgrzewką to idź się przebież w lżejsze ciuchy (zasady dotyczy temperatur do około +20 stopni). Jeśli idziesz na zawody ubieraj się tak jak by było +10 stopni więcej. Przegrzanie to dla mnie osobiście najgorsza rzecz na treningu i na zawodach. Mam wtedy zawroty głowy, kłopoty z łapaniem oddechu i wydaje mi się, że nie dam rady już dłużej biec, a wystarczy zdjąć bluzę aby pozwolić organizmowi odprowadzić ciepło i okazuje się że mam jeszcze całkiem spory zapas sił. Z czasem nauczysz się dobierać odpowiedni strój do pogody i siebie, ale w tym żadne książki nie pomogą, musisz nabrać doświadczenia i słuchać swojego organizmu. Dasz radę!

Szczególnie zainteresował mnie temat genu rywalizacji u kobiet, bo że panowie go mają to chyba nikt nie ma wątpliwości :) Ale czy My go mamy? Okazuje się, że tak, jednak społeczne oczekiwania, stereotypy tak na nas wpływają że często nie odczuwamy potrzeby rywalizacji. W końcu czy któraś na WF-ie przejmowała się ile rzuciła piłką lekarską? Ile by nie rzuciła było ok. Mama i tak była dumna ;) Co o tym myślicie? Macie w sobie aktywny gen rywalizacji?

Autorka rozpoczyna swoją opowieść od przypomnienia kampanii marki Always - „Run like a girl". Obejrzyjcie ten filmik, a później z dumą i podniesioną głową wskakujcie w buty do biegania i OGIEŃ !!!

PS. Ania wróciła właśnie do treningów - trzymamy kciuki za kolejne sukcesy i udany sezon. Powodzenia!

 
Podsumowanie 2015 oraz plany na 2016 rok PDF Drukuj
Wpisany przez Jaro   
niedziela, 03 stycznia 2016 13:24

<a href='http://www.freepik.com/free-vector/colorful-low-poly-2016-text_824982.htm'>Designed by Freepik</a>Znowu minął rok? Ależ ten czas śmiga... Jak zwykle zacząłem od zapoznania się z ubiegłorocznym podsumowaniem. Zeszły rok był lajtowy, ten miał być bardziej ambitny. No i tak się zaczęło! W styczniu rekord miesięczny i ponad 260km przebiegnięte. Potem luty i marzec słabiej ale i tak nieźle bo się przygotowywałem do maratonu w Paryżu. Ogólnie w tym roku miałem plan biegać co najmniej 200km w miesiącu i w większości mi się to udało. W kwietniu poleciałem Paris Marathon, na którym wykręciłem moją nową życiówkę (4:16) i zbliżyłem się do złamania 4 godzin (ohhh marzenie ;) ). Maj to wyjazd do Trójmiasta – tam 3 biegi jednego dnia (2 Parkruny i Bieg Europejski) gdzie niespodziewanie pokonałem 10km w 47:48 i w końcu udało mi się złamać 50 minut. Przy okazji poprawiłem się na 5km i w nieoficjalnym Parkrunie zbliżyłem się do 22 minut. Po okresie bicia rekordów przyszło lekkie zwolnienie tempa. Kinga przygotowywała się do organizacji Biegu Konstancińskiego, który okazał się dużym sukcesem sportowym i organizacyjnym. Po tym nerwowym okresie pojechaliśmy odpocząć na działkę i Kinga zrobiła swój pierwszy nieoficjalny półmaraton! Niestety od tego wyczynu siadła nieco jej ambicja. Niepewny okres w mojej karierze zawodowej plus przygotowania do ślubu i musieliśmy odpuścić start w Krynicy na Festiwalu Biegowym. Postanowiłem jednak nie zmarnować formy i na początku października, przed samym weselem pobiegłem ultramaraton w Puszczy Kampinoskiej – 50km. W listopadzie powoli zmniejszałem dystanse i dawałem odpocząć organizmowi. W grudniu niestety dużo spraw poza biegowych nie pozwoliło rozwinąć skrzydeł więc trenowałem sporadycznie co odzwierciedliło się w niskim przebiegu.

Ogólnie w całym roku przebiegłem 2242 kilometry, znowu pobijając ubiegłoroczny rekord. Na rowerze przejechałem 711 km. Zaliczyłem kilkanaście wizyt na basenie gdzie znacznie poprawiłem kondycję i zrobienie 1km nie przysparzało mi już trudności. Do większych sukcesów zaliczam treningi Krav Maga, które rozpocząłem we wrześniu i od 4 miesięcy regularnie praktykuję. To mi daje dużo ogólnorozwojówki więc niestety zaniechałem program 100 pompek. Dość swobodne podejście do treningów i diety skutkuje brakiem większych sukcesów jeśli chodzi o wagę. Na maraton udało mi się zjechać z wagą, tak samo na ślub i ultra. Przez większość jednak utrzymywała się trochę wyższa waga niż powinna. Zauważyłem, że sztywno ustalony cel sprzyja trzymaniu diety w moim przypadku i chyba to jest klucz do sukcesu na kolejny rok.

Zdecydowanie zluzowałem jeśli chodzi o starty w zawodach. Po pierwsze trochę szkoda mi kasy, po drugie jest taki wybór imprez na rynku, że i tak we wszystkich nie dam rady wziąć udziału, a po trzecie zdecydowanie mi się to przejadło. Wolałem wyjść do lasu o zrobić „gratis" 20km po miękkim niż trzepać kolejne kilometry po betonie. Przez to na liczniku mam 1 maraton, 1 ultra, 3 połówki i kilka mniejszych dystansów co w sumie daje tylko 15 startów.

Jeśli chodzi o realizację założeń na 2015 to z tego co widzę udało się połowicznie: 2/4 z minimum, 0/3 z optimum i 2/2 z maksimum (4/9). Trochę dziwnie to wygląda bo udało się zrealizować cele najtrudniejsze i trochę najłatwiejszych a średnie nietknięte. Bezbłędnie udało się zrealizować cel „ślub", tak jak zakładałem pobraliśmy się 10.10.2015 :) Zawaliłem jak zwykle 2 cele wagowe (choć do jednego byłem bliski), roczny przebieg rowerowy zbliżył się do zakładanego ale jednak go nie osiągnął (711 z 1000km), program 100 pompek zaniechałem na rzecz Krav Maga no i z wiadomych powodów nie wystartowałem w Krynicy. Wniosek jest taki, że udaje mi się zrealizować konkretne i duże cele do których jestem zobligowany np. zapisem albo konkretną datą.

Co w takim razie w 2016? Przez cały rok chcę chodzić na Krav Magę - wkręciłem się i to ostro. W końcu muszę drugi raz ukończyć program 100 pompek. Do tego chcę przebiec przynajmniej 1 maraton - jeszcze nie wiem jaki ale chciałbym gdzieś poza granicami Polski. Uspokoiła mi się sytuacja z pracą więc będę dojeżdżał do niej na rowerze - dzięki temu bez problemu powinienem zrobić 1000km. Odkładany od dwóch lat start na 64km w Krynicy w końcy musi być zrealizowany - w tym roku zapisany jestem razem z Kaśką - we dwoje damy radę. Polubiłem zawody na orientację - chciałbym zaliczyć kilka startów z mapą oraz na moim ulubionym dystansie 21km. Trzymajcie kciuki, jak trzymam za Was - powodzenia w 2016 roku!

 
Ręcznik chłodzący Coolar PDF Drukuj
Wpisany przez Jaro   
niedziela, 13 grudnia 2015 22:11

Zbliża się gwiazdka więc wiele z Was szuka prezentów dla biegaczy. Zaprezentuję dziś Wam ciekawostkę, o której dość mało informacji można znaleźć w Internecie i prasie. W związku z tym, że produkt jest dość mało rozreklamowany będzie pewnie niezłym zaskoczeniem dla obdarowanego. Ja posiadam ręcznik Coolar od wiosny więc zdążyłem go dość porządnie przetestować.

Tuba i ręcznik CoolarZacznijmy od wyglądu. Ręcznik zapakowany jest w przeźroczystą tubę. W środku jest instrukcja obsługi i sam ręcznik. Ręcznik wykonany jest z tworzywa sztucznego przypominającego w dotyku irchę stosowaną do gąbek samochodowych. Jest jednak dość gruby. Wymiary jego nie są małe ale nie jest to zdecydowanie ręcznik plażowy. Tak czy inaczej nie będziemy się przecież nim wycierać. Teraz pewnie pojawiło się pytanie, to do czego jest to ręcznik?

Coolar - opisI tutaj nadeszła pora na przedstawienie jego funkcji. Jak sama nazwa „Coolar" może sugerować to ręcznik służy do chłodzenia. Jak to działa? Otóż ręcznik uprzednio nasącza się zimną wodą, wyciska i chowa do tuby. Po zawodach, w gorący dzień wyjmuje się go z tuby i można się odświeżyć. Ręcznik jest wilgotny i chłodny dzięki czemu sprawia dziką przyjemność gdy żar leje się z nieba. Ja go zabierałem na imprezy sportowe a także na wypady rowerowe. Nie muszę chyba przypominać, że lato w sierpniu było na maksa ciepłe więc miałem niezły poligon doświadczalny.

Zapomnieliście kiedyś bo wizycie na basenie rozwiesić w domu ręcznika? Pewnie nie raz :) Niestety zapaszek jaki na drugi dzień zionie z torby nie należy do najprzyjemniejszych. Z ręcznikiem Coolar jest inaczej, sztuczna substancja z którego jest wytworzony nie dopuszcza do namnażania się bakterii i drobnoustrojów powodujących owe smrodki więc nie mamy z tym problemu. Ręcznik w tubie pozostaje wilgotny przez wiele tygodni i nic nie śmierdzi. Raz na jakiś czas trzeba go jedynie odświeżyć wodą. Jedyny minus jaki znajduję to u mnie brak zastosowania w inne miesiące niż wakacyjne i naprawdę ciepłe dni. Oczywiście można go zabrać na trening sztuk walki, siłownię albo na halę. Cena jest kusząca (49 PLN) więc myślę, że warto zaryzykować i kupić taki gadżet miłośnikowi letniego uprawiania sportu.

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 4 z 123
Zegarek
Najbliższe starty
There are currently no events to display.

Tu szukaj
Kalendarz startów
There are currently no events to display.
Licznik odwiedzin
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj2091
mod_vvisit_counterWczoraj4769
mod_vvisit_counterMiesiąc147200

We have: 90 guests online