Reklama
Reklama
Reklama
Facebook
Sport news
Serwis Sport w portalu Wirtualna Polska
Wycieczka Jordania i Izrael - Pustynia Wadi Rumm PDF Drukuj
Wpisany przez Jaro i Kinga   
czwartek, 08 kwietnia 2010 09:08
Spis treści
Wycieczka Jordania i Izrael
Lot Warszawa ? Wiedeń ? Amman
Lotnisko i hotel w Ammanie
Madaba i Góra Nebo
Babtism Site
Morze Martwe
Podróż do Petry
Zwiedzanie Petry
Petra ? Wadi Rumm
Pustynia Wadi Rumm
Wadi Rumm ? Eljat
Eljat - Jerozolima
Wycieczka do Betlejem
Stare miasto w Jerozolimie
Jerozolima i Tel Aviv
Cenniczek Jordania i Izrael
Galeria
Wszystkie strony

Pustynia Wadi Rumm

Około 10 wyruszyliśmy jedynie z podręcznymi rzeczami (duże plecaki musiały zostać na noc na miejscu) w piach pustyni. Wyruszyliśmy to też za dużo powiedziane bo zatrzymywaliśmy się kilkakrotnie przy jakiś sklepach, znajomych arabskich ziomkach na pogawędkę i wulkanizatorze. Za przewodnika służył nam bardzo miły arab ? jedyną jego wadą było to, że mówił tylko po arabsku. Nie przyjechaliśmy tu przecież gadać a podziwiać widoki. Dlatego też zdziwiło nas, dlaczego po 3 minutach jazdy zatrzymał się po środku niczego i coś nam pokazywał. Jako, że w kalamburach jesteśmy nieźli, zgadliśmy, że chodzi mu o strumyk wypływający z góry, przy którym uzupełniały wodę karawany wychodzące w podróż. Niestety obecnie to kawał gumowej rury sprowadzonej po skałach, ale oczyma wyobraźni jakoś to zobaczyliśmy w pierwotnym kształcie.

 

Następnym punktem podróży były wydmy. Gdy wysiedliśmy z jeepa (?trochę? różnił się od tego na obrazkach w prospekcie, co niektórym się rozjechało z oczekiwaniami klimatyzowanego Land Rovera), arab pokopał w koło i powiedział: ?wit tirty minyt? i pojechał w siną dal. Znaczy się była usterka. Zostaliśmy sami i wydmy. Wdrapaliśmy się na sam szczyt podziwiać widoki ? faktycznie były zapierające i ta cisza dookoła. Niestety sielankowa atmosfera nie trwała długo, bo okazało się, że wydmy są miejscową atrakcją i zaraz zaczęły się zjeżdżać jeepy z innymi turystami. Niezłe były francuski, które śmigały po wydmach na snowbordzie jak po śniegu. Po jakimś czasie przyjechał nasz ?przewodnik? i zabrał nas do samochodu. Tak się zastanawialiśmy co by się stało jakby po nas tu nikt nie przyjechał ? odpowiedź padła szybko z ust kolegi - ?zbierały się już nad nami sępy?.

 

Kolejnym przystankiem były starożytne malowidła na ścianach, swoiste graffiti pierwotnych. Wyglądało to tak jakby co wieczór ktoś domalowywał coś od siebie dla turystów.

Następnie podziwialiśmy widoki pustyni i gór ? faktycznie zapierające dech w piersiach. Potem podjechaliśmy pod skałę i był launch time we własnym zakresie ? skończyło się na picie z dżemem na skałkach. W tym czasie nasz mistrz przewodników zniknął bez słowa na kolejne pół godzinki ze swoimi ziomkami (co oni robili idąc z buta pośrodku pustyni będzie dla nas zagadką). Potem pojeździliśmy jeszcze trochę po różnych miejscach widokowych i w końcu dotarliśmy do naszego obozu beduinów, gdzie mieliśmy zjeść kolację i spędzić noc.

 

Zachód Słońca na Wadi RummDowiedzieliśmy się, że kolacja będzie po zapadnięciu zmroku więc postanowiliśmy się przejść po okolicy. Niespodziewanie okazało się, że takich samych oryginalnych i nietkniętych przez cywilizację obozów beduinów jest w okolicy co najmniej kilka. Pokrzątaliśmy się jeszcze po okolicy i zasiedliśmy na skałce niedaleko obozu coby podziwiać zachód słońca, który ponoć na pustyni jest wyjątkowo malowniczy. Zadziwiające jak słońce powoli chyli się ku zachodowi jak człowiek jest głodny. Na szczęście byliśmy przygotowani do wyprawy niczym Bear Grylls i przyśpieszyliśmy ten proces Finlandią z colą.

 

Kolacja była dość skromna ale bardzo smaczna. Miało być granie i śpiewanie beduińskich melodii było tylko jedzenie. Za to obejrzeliśmy kilka filmów na komórce araba. Zadziwiające jest też, że mają tutaj zasięg o co jest ciężko w niektórych miejscach Warszawy. Po kolacji wyszliśmy na dwór aby podziwiać piękne i rozgwieżdżone niebo. Trochę się zdziwiliśmy gdy zamiast mlecznej drogi zobaczyliśmy snopy światła rodem z dyskoteki w Łebie. Okazało się, że w sąsiedniej wiosce beduinów bawił się król Jordanii. Ponoć ominęło nas lądowanie śmigłowców na pustyni i patrole uzbrojonych po zęby ochroniarzy. Nie ma to jak kontemplacja i podziwianie dziewiczej przyrody. Noc była zimna i bardzo wietrzna. Na szczęście byliśmy nieco znieczuleni więc wichura nam nic nie przeszkadzała choć efekt był niezły. Rano zjedliśmy standardowe śniadanko i ruszyliśmy w kierunku skąd zaczynaliśmy.

 



 
Zegarek
Najbliższe starty
There are currently no events to display.

Tu szukaj
Kalendarz startów
There are currently no events to display.
Licznik odwiedzin
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj696
mod_vvisit_counterWczoraj8248
mod_vvisit_counterMiesiąc223798

We have: 48 guests online