Reklama
Reklama
Reklama
Facebook
Fuerteventura - Wyspy Kanaryjskie PDF Drukuj
Wpisany przez Jaro i Kinga   
środa, 28 stycznia 2015 10:50

Kanary logo

Lipiec 2014, w internecie pojawia się informacja o promocjach na loty na Wyspy Kanaryjskie a dokładnie na Fuerteventura. Terminy są na grudzień, ceny są ok 450zł za lot w 2 strony dla 1 osoby, nie jest to mało ale ciężko znaleźć promocję w podobnej kwocie. Szybka decyzja i kupujemy przelot, resztę się ogranie. Od razu czujemy się lepiej wiedząc, że mamy plany na nową podróż.

Deptak w Caleda de FusteJeszcze tylko szybko rezerwujemy hotel, wybór padł na Caleta Garden w miejscowości Caleta de Fuste. Wiadomo, że im wcześniej dokonuje się rezerwacji tym ceny są niższe, my zapłaciliśmy 157euro za 7 noclegów w pokoju z kuchnią i bez posiłków. Na miejscu okazało się, że taka cena jest mocno promocyjna w stosunku do kwot w cenniku. Była w tym hotelu także opcja z all inclusive za 1300zł za 2 osoby, jeśli dodać do tego 900zł za bilety lotnicze to koszt wycieczki mamy 2200zł czyli o 1000zł taniej niż wycieczka wykupiona w TUI, do tego samego hotelu. Warto planować podróż samemu :)

Bilety kupione, hotel zarezerwowany i teraz pozostaje tylko... czekanie na grudzień. Jak to bywa, pół roku minęło szybko i trzeba było zacząć się pakować. Sprawdzamy pogodę na Fuercie, by wiedzieć co zabrać. Caleta z góryMożemy wziąć tylko 10kg bagażu a sama walizka waży 2,3kg więc nie można sobie pozwolić na zbędne ciuszki, a szkoda ;) Na Fuercie jest 20-25 stopni, czyli całkiem przyjemniej, tylko, że wszędzie piszą o tym, że tam strasznie wieje i odczuwalna temperatura jest niższa. Kinga jest mistrzynią pakowania, bo jej bagaż ma 9,9kg :D. Co dziwne przed wylotem nikt nie waży naszych walizek a przeciez to tanie linie i widzieliśmy w Azji jak potrafia wziąć kasę za dodatkowe 10dkg. Szkoda, bo Kinga był z siebie bardzo dumna a teraz czuje się lekko oszukana, bo mogła napchać więcej ciuszków. Sam lot Ryanair wydłużył się ze względu na silny orkan jaki wtedy wiał nad Europą i tak lecieliśmy około 6 godzin. Miła obsługa samolotu, co kilka minut proponowała ciepły napój, kanapkę lub colę, niestety ceny były raczej zniechęcające. Butelka wody 0,5l kosztuje 2,5 euro, kanapka 5,5 euro, kawa 3 euro, mimo to chętnych było sporo, w końcu na tej wysokości przelotowej nie było konkurencji. Sporo osób jednak miało swoje zapasy. My skusiliśmy się na zdrapkę w której można wygrać 1 milion $, hmm tym razem nic ale następnym na pewno nam się poszczęści!

Po wylądowaniu kierujemy się na przystanek autobusowy - jest tuż przy lotnisku. Bilet do Caleta de Fuste kosztuje 1,40 euro od osoby a jedzie się około 15 minut, bo tu wszędzie jest blisko (cała wyspa ma około 100km długości i 40km szerokości).Skaliste wybrzeże Taxi kosztuje około 7-10 euro więc polecamy autobus. Kierowca mówił po angielsku, było czysto i wygodnie. Sama miejscowość na obrzeżach wyglądała na wyludnioną (to nie jest sezon), ale jak dotarliśmy do hotelu i alejek ze sklepami zobaczyliśmy więcej ludzi, uff czyli nie byliśmy sami :) Po zostawieniu rzeczy w hotelu, wyruszyliśmy na poszukiwanie obiadu. Knajpek, restauracji było sporo, kuchnia lokalna, kebab, chińczyk, kuchnia indyjska, trudno było się zdecydować i .... nagle zaczęło lać więc uciekliśmy do pierwszej lepszej knajpki z obrazkami. Trafiliśmy do Aberdeen Steak House i od razu się bardzo polubiliśmy z tym miejsce. Po pierwsze jedzenie było całkiem ok (bez fajerwerków ale dało się zjeść), ceny też ok - danie kosztowała około 5-8 euro a co najważniejsze to piwko do 18:00 kosztowało 1 euro i to było coś wartego uwagi. Do tego darmowe WiFi (niestety to nie jest reguła, szczególnie w hotelach) więc byliśmy tam stałymi gośćmi, mieliśmy nawet nasz stolik :) Z tym deszczem mieliśmy w sumie szczęście bo na Furteventura pada 30 dni w roku a my trafiliśmy na jeden z tych dni, dobrze że tylko na jeden a właściwie na jedno popołudnie, bo przez pozostałe dni była piękna pogoda, tylko rzeczywiście strasznie wiało.

Sama miejscowość Caleta składa się głównie ze sklepików, restauracji i plaży, mariny, jednego centrum handlowego i jednego Mc Donalds`a (jedyny na wyspie jest właśnie tu). Jest tu także podobno najlepsza knajpa nPromenada dla turystówa wyspie z owocami morza (La Frasquita), niestety nie mogliśmy tego sprawdzić bo właśnie na miesiąc została zamknięta - szkoda. Cała miejscowość jest uporządkowana i podporządkowana pod turystów bo powstała właśnie z myślą o nich, zadbane tereny zielone, ścieżka wzdłuż oceanu, punkty widokowe, czyste plaże na których są toalety i przebieralnie więc nie trzeba sikać do oceanu, co zresztą byłoby trudne bo woda była zimna jak Bałtyk w lipcu. Nawet plaże są sztucznie usypane a jest ich kilka w obrębie miejscowości - na tej największej przy marinie są mega kamienie w wodzie, ale wystarczy przejść się na plażę za hotelem Sheraton i jest tylko żółty piękny piasek. Wszędzie są leżaki i parasole, które można wynająć za 10 euro za dobę, ale więcej osób leży na kocykach niż na leżakach. Ponieważ wiało tak, że głowę chciało urwać wiele osób chowało pod murkiem wzdłuż plaży lub w wykopanych przez siebie dołach. Byli i tacy, którzy na plaże przyszli z namiotami, w których chowali się przed wiatrem.

W samej miejscowości jest pełno małych sklepików ze wszystkim, lody, jedzenie, pamiątki ale są także markety Dino a w centrum handlowym jest Spark więc można w rozsądnych cenach kupić alkohol. Czarna plaża w AjuyNie ma sensu kupować alkoholu na bezcłówce (ceny są poza Unię) bo Wyspy Kanaryjskie to strefa wolnocłowa i ceny whisky czy innych pyszności są całkiem przyjemne, np. Ballantines 0,7l kosztuje 11 euro. Codziennie biegaliśmy (opisane w osobnym artykule) wzdłuż oceanu lub po pobliskich wzgórzach - widoki są naprawdę super - taki surowy marsjański wręcz klimat. Poza miejscowościami jest zero zieleni, wszędzie tylko skały, ale nawet pomiędzy nimi jest wiele ścieżek dla turystów. Można pobiec do pobliskiego muzeum soli lub w drugą stronę, na lotnisko by oglądać co chwilą lądujące samoloty, przywożące nowych turystów, głównie z UK i Niemiec.

Można w licznych biurach podróży wykupić sobie wiecieczki np. na Lanzarote 70 euro kosztuje zwiedzanie z przewodnikiem, 47 euro transport Wydmy w Corralejloplus wejście do parku narodowego a 35 euro sam transport na wyspę - całkiem sporo, szczególnie, ze to jest całkiem blisko. Co dziwne, jak samemu chce się kupić bilety na prom na Lanzarote to kosztuje to około 50 euro są osobę , więc z biurze jest zdecydowanie taniej. Co do innych rozrywek to można pojeździć quadami (70 euro), połowić (70 euro), popływać catamaranem (50 euro). Jednak większość turystów przyjeżdża tu ze względu na świetne warunki do uprawiania sportów wodnych, surfing, nurkowanie, snoorkowanie czy kitesurfing (dużo szkół i wypożyczalni sprzętu). Ponieważ my takich sportów nie uprawiamy, robiliśmy to co uwielbiamy, czyli codziennie biegaliśmy.

W Caleta jest kilka wypożyczalni samochodów, jednak te z niższymi cenami nie miały nic już dostępnego (a przecież to nie jest sezon!). Co śmieszejsze to w tych dużych wypożyczalniach zabraniali Nam spisywać ceny, żeby porównać z innymi jakby to była jakaś mega tajemnica. BetancuriaMyśleliśmy też o wypożyczeniu motocykla ale koszt był taki sam jak samochodu a jednak komfort mniejszy no i zimniej. Nie było dużego wyboru, ostatecznie zdecydowaliśmy się na wypożyczenie Nissana Micra z Auto Ramirez (bardzo miło, sympatycznie i bezproblemowo) na jeden dzień - cena 35 euro plus koszty paliwa. Dostaliśmy czerwony - najszybszy :) Postanowiliśmy objechać całą wyspę i tak o 9 rano pędziliśmy już w stronę wydm przy Corralejlo. Wydmy jak wydmy nic specjalnego - ale ładny widok się rozpościerał na Lanzarote. Po Corralejlo ruszyliśmy w stronę La Oliva i Betancuria - małe miejscowości w których do zwiedzania są głównie kościółki i jakieś lokalne muzea. Byliśmy w muzeum kultury kanaryjskiej w La Oliva, Jarek słusznie potem wypominał, że za te 8 euro jakie wydaliśmy mielibyśmy 8 piw w Aberdeen, nie polecamy. Pojechaliśmy też do Ajuy zobaczyć czarny piasek na plaży. Wszędzie były oznaczenia, bezpłatny parking, wyznaczone szlaki dla turystów, aż miło. Akurat Ajuy można polecić, to miejsce robi wrażenie. Kiedyś był tam jeszcze wrak statku American Star ale niestety ocean go już kompletnie pochłonął. Następny przystanek najbardziej na południe wysunieta miejscowość Morro Jable. Tu plaże są naturalne, piękne, szerokie i długie. Część jest osłonięta od wiatru - cudownie. To też miejscowość, do której głównie przyjeżdżają niemcy, więc menu w knajpach są po niemiecku. Na plażach pełno także nagich niemek i to wcale nie młodych co za apetyczne już nie jest. Około 18:00 dotarliśmy do Lajita i Oasic park zoo. Strome, górskie drogiBilety tu kosztują 28 euro a po godzinie 15:00 - 16 Euro. Ponieważ park jest czynny do 19:00 (czyli mielibyśmy tylko godzinę), odpuściliśmy sobie tą atrakcje. Niestety nie potwierdziła się informacja z internetu, że można park oglądać za friko wieczorem. W sumie zrobiliśmy ponad 300km, na samochód wydaliśmy 35Euro i 15 Euro na benzynę. Samo jeżdżenie po Fuercie to przyjemność, drogi są dobrze oznaczone, co chwila są wyznaczone miejsca widokowe, a jest co podziwiać, bo widoki są naprawdę piękne. Inni kierowcy jeżdżą raczej spokojnie ale należy uważać na ograniczenia prędkości i lokalną policję. W górach podjazdy i zjazdy są dość strome. Do tego wyżej zdarzały się przelotne opady trwające kilkanaście sekund. Bez specjalnych postojów ale i bez pośpiechu da się wszystko zobaczyć w jeden dzień, optymalnie w dwa ale nie ma sensu więcej.

Przez ostatnie dwa dni pobytu wydarzyło się coś niesamowitego - przestało wiać i było całkiem gorąco. Tak ciepło, że na plaży siedzieliśmy w kostiumach i bez kurtek :) Wschód słońca na FuerteventuraTo co zapamiętam z Fuerty to moje drugie zaręczyny z Jarkiem, tym razem bez grona ludzi wkoło, jak to było na wieży Eiffla, a druga rzecz to smak pysznej paella - specjalności kuchni hiszpańskiej (ze świeżymi owocami morza). Co nas zdziwiło to fakt, że w hipermarkecie przed wejściem, były specjalne foliowe kondomy na parasolki, by nie łazić z mokrymi parasolkami po sklepie - a przypominam, że na Fuercie pada około 30 dni w roku :) Po wyspie można też się poruszać lokalnymi autobusami - dojedzie się do większości miejscowości a do Oasic Park jeździ bezpłatny autobus praktycznie z każdej większej miejscowości. Byliśmy również w okresie przedświątecznym. Śmiesznie wyglądają na każdym kroku mikołaje i choinki. Mieszkańcy śnieg znają jedynie z telewizji ale nastrój świąteczny ich nie opuszcza. Rozbawiły Nas hasła: Happy and sunny Holidays :)

Ceny na Fuercie dla nas były wysokie i wydaliśmy więcej niż się spodziewaliśmy wydać jednak wspomnienia są bezcenne więc nie żałujemy.

Przykładowe ceny (głównie z marketu DINO):

Piwo w knajpie w Happy Hour - 1 euro, poza Happy Hour min. 3 euro
Paella (tam gdzie my jedliśmy choć wszędzie ceny zbliżone) - 22 euro/ porcja dla 2 osób
Butelka wody około 0,60 euro do nawet 1,60 euro
Bagietka - 1 euro
Muffiny - 1-2 euro
Kawa - 2-3 euro
Sangria (duża butelka) - 1,82 euro
Zestaw Happy Meal w MC Donald`s - 3,75 euro
Wina - od 2 euro
Pomidory za kg - 1,25 euro
Coca-Cola 2 l - 1,83 euro
Obiad - zależny od knajpy i tego co wybierzemy ale można zjeść już coś dobrego za 5-6 euro (średnio około 15-20 euro za obiad dla 2 osób + piwko)

 
Zegarek
Najbliższe starty
There are currently no events to display.

Tu szukaj
Kalendarz startów
There are currently no events to display.
Licznik odwiedzin
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj4710
mod_vvisit_counterWczoraj7575
mod_vvisit_counterMiesiąc157819

We have: 80 guests online