Reklama
Reklama
Reklama
Facebook
Sport news
Serwis Sport w portalu Wirtualna Polska
I Bieg Konstanciński - relacja PDF Drukuj
Wpisany przez Jaro   
poniedziałek, 15 czerwca 2015 12:59

Bieg Konstancin - logoNiezmiernie ciężko jest obiektywnie ocenić bieg, w który sam się zaangażowałem i starałem się mocno pomagać przy organizacji. Ciężko jest napisać coś złego o imprezie, której Dyrektorem jest narzeczona a ostatnie tygodnie żyła tylko tym wydarzeniem. Postaram się więc opisać bieg z dwóch punktów widzenia – mnie jako biegacza oraz mnie jako członka ekipy organizatorów.

Bieg Konstanciński oczami biegacza:

Biuro zawodów działało w sobotę, tłoku nie było więc odbiór pakietu zajął dosłownie minutę. Świetny pomysł z podziałem na odbiór numerka i osobno koszulki/antyperspirantu – udało się uniknąć tłoku w dość ciasnym pomieszczeniu. Biuro zawodówŻar z nieba się lał a przed wejściem czekały słodkie truskawki – mały akcent a cieszy – smak wiosny. Sam pakiet (wartości 40 PLN aż do samych zawodów) był niezły – koszulka techniczna, wspomniany upominek od sponsora, kilka ulotek i numerek z chipem. Ja miałem w swojej paczce agrafki ale pod koniec wydawania pakietów były z tym problemy. Jednak biegacze to pozytywni ludzie bo przed biurem była „giełda agrafkowa" – kto potrzebował mniej to oddawał innym swoje nadwyżki :) W biurze była też jedna toaleta, do której tworzyły się kolejki. Choć przy strefie startowej były przenośne toalety to zabrakło informacji, że tam też można z nich skorzystać. Akurat ja wiedziałem, że tak jest to starałem się biegaczy kierować w tamtą stronę.

Sama strefa startu urządzona profesjonalnie – scena, muzyka, konferansjerka. Sama okolica Parku Zdrojowego bardzo urokliwa i nie jedna osoba zachwycała się okolicznościami przyrodyPrzed startem. Całe szczęście, że pogoda trochę odpuściła i nie było mocnego słońca ale parno. Jako, że bieg miał uczcić zmarłego Piotra Nurowskiego to zgromadzeni olimpijczycy przechadzali się wśród biegaczy. Każdy mógł sobie zrobić fotkę i zamienić kilka słów, m in. z: Jackiem Wszołą, Marianem Woroninem, Pawłem Skrzeczem, Bogusławem Mamińskim, Krzysztofem Kosedowskim i innymi. Oczywiście największą atrakcją był Adam Małysz – pilot biegu. Pan Adam okazał się bardzo ciepłą i sympatyczną postacią. Chętnie pozował do zdjęć a po biegu podpisywał medale (szkoda, że ja nie wpadłem na ten pomysł...). Na pewno dla wielu zawodników i kibiców to była nie lada atrakcja poznać takiego mistrza!

Karina z Polskiego RadiaPunktualnie o 10 wystartowaliśmy. Trasa była kręta, pagórkowata ale bardzo ładna. W większości zacieniona wielkimi drzewami więc wychodzące od czasu do czasu słońce tak nie przypiekało. Potraktowałem te zawody czysto rekreacyjnie, biegłem z kamerką i bawiłem się przy tym świetnie. Wyszukiwałem znajomych, zrobiłem sobie z nimi fotki i kręciłem filmiki :) Nawet udzieliłem wywiadu Polsat News :) Adam MałyszNa 5,5km był punkt z wodą – grała muzyka, oklaskiwał biegaczy m.in. był Andrzej Majkowski (pomysłodawca i organizator biegu) i rodzina Piotra Nurowskiego. Strażacy rozstawili też dwie kurtyny wodne a i sami mieszkańcy polewali kibiców wodą z węża. Sam się zdziwiłem, że po trasie było kilka grupek kibiców – jak bieg wpisze się w życie Konstancina to pewnie za rok będzie ich coraz więcej. Wśród zawodników jeździła profesjonalna obstawa medyczna – w takich warunkach to podstawa.

I tak to nie wszyscy znajomi :)

Na metę wpadłem z i tak niezłym czasem (51:22) jak na to, że pół biegu gadałem, zatrzymywałem się na zdjęcia i po prostu bawiłem się na trasie. Niestety wpadało się od razu na rozdających medale - przydałoby się kilka metrów na wyhamowanie. Ale czy można narzekać, że wpadało się w ramiona Urszuli Kurtyna wodnaDudziak, Adama Małysza albo Karola Strasburgera? Mi wręczył medal Jacek Wszoła – miło otrzymać gratulacje od tak znanego olimpijczyka. Następnie woda i można było udać się na lody i grochówkę. Z tymi lodami to był genialny pomysł – wszyscy się zajadali :) Podobno przez kilka minut zabrakło grochówki ale nikt się tym specjalnie nie przejął. Po dekoracji zwycięzców (wychodzili obładowani nagrodami) przyszła część na losowanie nagród. To ulubiona końcówka dla zawodników tym bardziej, że upominków było sporo. Ja niestety nic nie wygrałem ale znajoma Olga z Parkrun Żoliborz zgarnęła fajną bransoletkę od Biżuteria Sportowa. Po biegu większość się rozeszła ale sporo biegaczy zostało aby spędzić niedzielę w Parku Zdrojowym.

Bieg Konstanciński oczami organizatora:

To, że Kinga od tygodni zajmowała się biegiem nie muszę pisać. Ja starałem się jej pomóc jak mogłem. Kinga - Dyrektor BieguAsystowałem przy planowaniu trasy i ateście, o którym już wcześniej pisałem na blogu. Jako, że brałem udział w grubo ponad setce zawodów podpowiadałem różne rozwiązania i dbałem o merytoryczne przygotowanie zawodów. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile zawody wymagają poświęcenie przed samym startem. Tysiące zgód, umów, wykonanych telefonów. Dziesiątki rzeczy do ustalenia, ludzi do dogrania, sponsorów do namówienia, nagród do przygotowania i odebrania. Szczególnie w tygodniu poprzedzającym zawody w domu panowała atmosfera wielkiego napięcia a jedyny temat to niedzielny Bieg Konstanciński. I w końcu przychodzi ten wielki weekend, w który ma się okazać czy pomyślano o wszystkim, czy niczego nie zabraknie, czy impreza okaże się sukcesem czy porażką.

Ostatnie ustaleniaKinga w biurze zawodów była w sobotę od samego rana. Ja dołączyłem po południu bo rano uczestniczyłem tradycyjnie w Biegu Marszałka. Przed biurem zawodów spotkałem Prezesa DEM'a – Mirosława, który udzielał wywiadu dla telewizji. W środku budynku panowała przyjazna atmosfera, wiele znajomych mi twarzy i wolontariusze. Podjadłem pysznych truskawek i spełniałem się jako Ambasador Festiwalu Biegowego rozdając ulotki, opowiadając o zawodach i promując imprezę. Zawodnicy przychodzili do biura, zadowoleni odbierali fajne pakiety. Było kilka sytuacji do wyjaśnienia. A to ktoś nie miał dokumentu a to jakaś płatność zaginęła. Kinga cały Adam wchodzi do balona :)czas była na posterunku jako Dyrektor Biegu i odpowiadała na wszystkie pytania i rozwiązywała wątpliwości. Chodziła też po terenie gdzie jutro miały rozpocząć się zawody ale nawet wtedy nie przestawał jej dzwonić telefon. O 14 było szkolenie wolontariuszy, podział obowiązków i ostatnie ustalenia przed zawodami. Ja pojechałem wcześniej do domu a Kinga dotarła dużo później ale na wypoczynek nie było czasu, do późna siedziała przed kompem. Finalnie pakiety w sobotę odebrało 334 zawodników – oj rano będzie się działo – jeszcze drugie tyle do wydania. Ja już dawno spałem gdy Ona położyła się do łóżka a dosłownie za chwilę była już 5 rano i zadzwonił budzik.

Tomek, gdzie te barierki? :)Szybki prysznic i już jedziemy pustymi ulicami w kierunku Konstancina. Mimo, że nie ma jeszcze 6 rano telefon dzwoni non stop. Zatrzymujemy się po drodze w sklepie – coś trzeba jeszcze kupić, ja na kolanach wypisuję listy wolontariuszy na poszczególne punkty. Dojeżdżamy na miejsce – biuro zawodów otwiera się za godzinę ale na miejscu już praca wre – rozkładane są barierki, firma od pomiaru czasu instaluje aparaturę, rozkładane są balony i reklamy. Ale nie ma sceny, gdzie jest scena? Okazuje się, że był jakiś problem ale ekipa zjawia się i z opóźnieniem zaczyna ją montować. Kinga z telefonem przy uchu biega po miejscu zawodów. Na miejscu są też Kasia i Tomek – w sumie ta trójka to mózg, który ogarniaFiniszujący zawodnicy wszystko na miejscu. Jest też Sławek – kierownik trasy, jedzie rozstawiać znaczniki kilometrów i przygotować punkt z wodą. Ja z początku zajmuję się biurem zawodów i wydajemy pakiety z wolontariuszami. Po jakimś czasie pojawia się wczorajsze ekipa z DEM'a z Asią na czele i przejmują biuro zawodów. Na miejsce przybywa coraz więcej zawodników. Czuć, że za chwilę będą tutaj zawody. Kinga biega z miejsca na miejsce (szkoda, że nie włączyła Endomondo :) ), wydaje dyspozycje, rozwiązuje problemy (a to nie ma agrafek a to ktoś jeszcze nie przyjechał). Każde z trójki jest odpowiedzialne za swój obszar działań ale pomagają sobie wzajemnie. Ja chodzę po terenie, pomagam stawiać balon, rozstawiam namioty na depozyty a do tego staram się robić dużo zdjęć i filmów – trzeba to jakoś uwiecznić.

Jest po 9 rano, do zawodów została niecała godzina. Trwają ostanie przygotowania, scena działa i konferansjer wita biegaczy. Dookoła zawodnicy rozgrzewają mięśnie a telefon Kingi jest rozgrzany do czerwoności. Taki motocykl z piękną kobietą prowadził biegaczy, za nim samochód MałyszaCoraz więcej znajomych dookoła ale ja mogę z każdym zamienić tylko kilka zdań bo co chwila trzeba coś gdzieś przenieść, coś komuś przynieść albo coś załatwić. W biurze zawodów większy tłok ale ekipa sobie radzi bez problemu. Podział na odbiór numerów i osobno koszulek sprawdza się idealnie – nie ma dużych kolejek. Zawodnicy cały czas się dopisują do listy i biuro wydaje pakiety prawie do samego startu. Stoję w tłumie biegaczy, zostało kilka minut do wystrzału. Obok mnie prawie 600 osób, pogoda piękna choć parno. Tak sobie myślę – jest git, wszystko się udało – przynajmniej do tego momentu. Kątem oka widzę jak gdzieś Kinga przelatuje z telefonem przy uchu. Konferansjer nakręca atmosferę, przemowy, odliczanie i ruszamy. Trasę i bieg opisałem powyżej więc nie będę się powtarzał. Podczas biegu widzę pędzące na sygnale pogotowie, zastanawiam się czy dzwonić do Kingi ale nie chcę jej zawracać głowy. Już po biegu widzę, że sztab medyczny to wysocy specjaliści znający się na biegaczach i takich imprezach. Udzielono pomocy sporej liczbie zawodników a w kluczowym momencie w punkcie medycznym było 20 osób! Na zdrowiu nie ma co oszczędzać i tu wybór był doskonały.

Kilka minut po moim finiszu Kinga wpada na mnie, widzę po oczach, że jest już zmęczona ale adrenalina robi swoje i po raz pierwszy dzisiaj pojawił się u niej uśmiech. Jak na razie wszystko wychodzi, biegacze są zadowoleni – wszystko działa tak jak należy. Strefa metyNa tablicy świetlnej nazwiska biegaczy, wystartowało niecałe 600 osób – na mecie jest już ponad 500, została garstka na trasie. Uśmiecham się sam do siebie, kto by pomyślał wcześniej o takim sukcesie. Przybiega ostatni zawodnik, zamykamy trasę – Sławek z ekipą zbiera szybko sprzęt aby jak najmniej utrudniać mieszkańcom niedzielę. Dawno nie widziałem aby tak dużo ludzi zostało na dekorację i losowanie nagród. Wpadam na Kasię, która zajmuje się właśnie sceną i nagrodami – mówię, że jest czad, widzę jak stają jej łzy w oczach i pojawia uśmiech ale leci dalej bo to teraz jej najważniejszy sprawdzian. Na scenie wszystko wypada płynnie i bez wpadek (a już widziałem na biegach nie jedna akcję :) ). Po losowaniu zawodnicy się rozchodzą a my jeszcze przez kilka godzin sprzątamy i składamy sprzęt.

Wszystkim odpuszczają nerwy. Wymieniamy się uwagami, dyskutujemy co można było zrobić lepiej, co nie wyszło a co wyszło fajnie. Wszyscy zmęczeni ale chyba szczęśliwi. Tomek jak jest?Od razu na FB zaczynają pojawiać się komentarze biegaczy, w przytłaczającej większości pozytywne. W mediach tak samo – wielki biegowy sukces pierwszej edycji. Wiadomo, że nie wszystko poszło idealnie – trzeba to później na spokojnie przedyskutować i zastanowić się co trzeba poprawić. Odstawiamy sprzęt, Kindze powoli przestaje dzwonić telefon, żegnamy się z resztą ekipy i rozjeżdżamy do domu. Ja prowadzę choć czuję mega zmęczenie, Kinga w emocjach jeszcze analizuje ostatnie kilka godzin. Dojeżdżamy późnym popołudniem do domu, szybki prysznic, zamawiamy pizzę i otwieramy szampana. Udało się! Tyle tygodni pracy i jest sukces! Ostatnio nie mieliśmy nawet czasu iść na zakupy a lodówka pusta więc ja się przebieram a Kinga ogląda ulotkę marketu. Wchodzę do salonu po 2 minutach a Ona śpi na kanapie, jednak ją zmęczenie też dopadło. Przenoszę ją do sypialni gdzie śpi kilkanaście godzin do rana...

Podsumowanie

Ja jeszcze wieczorem czytam info w internecie i oglądam wiadomości. Cieszę się, że bieg wywarł takie pozytywne wrażenie. Znajomi nie szczędzą pochwał, obcy piszą pozytywnie. Jak jest krytyka to konstruktywna. Nie wszystko wyszło idealnie ale nie popełnia błędów ten kto nic nie robi. Ja jestem bardzo zadowolony i za rok też biorę udział – zarówno jako biegacz jak i organizator! Polecam!

PS Oceny nie wystawiam bo dałbym piątkę. Były drobne potknięcia ale ogólnie moim zdaniem wyszło super. Pozostawię Wam ten bieg do własnej oceny a jak nie biegliście to poczytajcie opinie innych. Ja za mocno się zaangażowałem :) Niedługo na blogu teledysk.

 
Zegarek
Najbliższe starty
There are currently no events to display.

Tu szukaj
Kalendarz startów
There are currently no events to display.
Licznik odwiedzin
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj2108
mod_vvisit_counterWczoraj4769
mod_vvisit_counterMiesiąc147217

We have: 103 guests online