Reklama
Reklama
Reklama
Facebook
Sport news
Serwis Sport w portalu Wirtualna Polska
I Bieg Kazimierski - relacja PDF Drukuj
Wpisany przez Kinga   
piątek, 20 maja 2016 11:44

Logo bieguJeszcze na początku roku rozpoczęłam przygotowania do I Biegu Kazimierskiego - akceptowałam logo, planowałam trasę, przygotowywałam ofertę sponsorską a później... Później zmieniłam pracę i zostawiłam bieg innym. Czy żałuję? Nie, dziś wiem ile stresu i trudu kosztuje przygotowanie takich zawodów. I tak zamiast stresu przygotowań, miałam dreszczyk emocji uczestnika przed startem. I od razu uprzedzam, trasa została zmieniona, więc ewentualne pretensje nie do mnie ;)

Dostaliśmy z Jarkiem zaproszenie na bieg w Kazimierzu, więc zapakowaliśmy rodzinę w samochód i pojechaliśmy... spokojnie bo wiadomo, nie ma co szaleć na drogach. W Kazimierzu byliśmy około 1,5h przed startem, udało nam się zaparkować i ruszyliśmy do biura zawodów. Cały Kazimierz był w bannerach, flagach, bramkach - było widać i czuło się że całe miasteczko dziś żyje biegiem. Biuro zawodów było dobrze oznaczone a pakiety wydawano sprawnie i szybko. Do pakietu dorzucili nawet puszkę cieciorki - wypas. Super pomysłem była strefa zabaw, gdzie była dmuchana zjeżdżalnia, bramka, zamek do skakania oraz piłkarzyki na których dzieciaki mogły się wyżyć a rodzice z poziomu leżaków to obserwować.

Pogoda zmieniała się co chwila, było upalnie, chłodno, wiało, chmurzyło się, świeciło słońce - trudno było zdecydować się w jakim stroju biec (a wzięłam z domu sporo opcji do wyboru ;) ). Ostatecznie z Jarkiem pobiegliśmy „na krótko" co zawsze jest dobrym wyborem, bo o wiele lepiej w czasie wysiłku znoszę chłód niż ewentualne przegrzanie. Też tak macie? Czasem jak widzę biegaczy trenujących w bluzach, długich spodniach przy +15 to aż mi słabo, ale każdy ma inną termikę i odczuwanie ciepła.

No dobra, więc mamy 30 minut do startu i problem bo okazało się, że organizator zapewnił tylko 2 przenośne toalety a chętnych tłumy. Start biegu - Kinga wyrwała do przodu :)Były strzałki kierujące do miejskiej ubikacji ale tam Pan chciał 2zł za siku i nie chciał słyszeć o zniżkach dla biegaczy, mimo że organizatorzy kierowali do niego (była podpisana jakaś umowa, o której Pan nie wiedział). Próbowałam użyć swoich znajomości by skorzystać z toalety w biurze zawodów ale nawet mi nie było łatwo. Szkoda bo kilka przenośnych kibelków więcej i nie byłoby sprawy a tak, no cóż, każdy sobie radził jak mógł. Duży minus za to. Ale co tam siku, czas biec na start. Był lekki stres bo co kogoś spotykałam z byłej firmy to ostrzegał mnie, że trasa jest trudna ale co? Ja nie dam rady?

Wystrzał i ruszyliśmy po kazimierskim bruku, 542 osoby. Tłum kibiców ciągnął się na głównej ulicy, biegacze uśmiechnięci, widać, że buzują w nich endorfinki. Ze mnie niestety dość szybko uleciały po kolejnym podbiegu a te zaczęły się już na 1 kilometrze. Trasa ogólnie nie była łatwa jak na bieg miejski, ale za to urokliwa i krajoznawcza. Na 2,5km (wracając na 7,5km) był punkt z wodą - miła niespodzianka. Do tej pory było jeszcze ok, schody a właściwie podbieg zaczął się w okolicach 4km i ciągnął prawie przez kilometr, co miałam nadzieję że to już koniec to za kolejnym zakrętem on wciąż tam był. My ciągle na podbiegu ale duża grupa biegaczy już zbiegała i nagle nasze drogi się krzyżowały i była lekka konsternacja kto komu ma ustąpić. Nie doszło, z tego co słyszałam, do żadnej kolizji ale zmiana pasa ruchu i to w takim miejscu była dość ryzykowana. Słyszałam, że to najszybsi biegacze wymusili taką rotację ale na przyszłość organizatorzy muszą to lepiej przemyśleć.

Ponieważ biegam głównie po płaskim to ta (jak jąPo biegu z medalami Jarek określił) „lekka górka" mnie pokonała. Nie wierzyłam kiedy wreszcie się skończyła. Mała nawrotka, kolejny punkt z wodą i Jarek krzyczy do mnie żebym się pochyliła bo teraz dajemy czadu na zbiegu. Nie było zaskoczeniem, że zbiegaliśmy o wiele krócej niż na tą małą górkę się wdrapywaliśmy. Powrót mijał wolno, bo moje poobijane kolana krzyczały że mają dość (tydzień temu zaliczyłam mocny upadek na kolano i mimo że siniaki prawie zeszły to obite kości bolą). Na koniec jeszcze tylko podbieg w stronę mety po bruku i Jarek odlicza - 700m, 600m, 500m. Czuję, że nogi mnie palą ale widzę, przed sobą dwóch panów biegnących spokojnie do mety, przebijam się pomiędzy nimi i ogień. Nie odpuścili i zaczęli mnie gonić, ja niestety tuż przed metą mocno hamuję by nie wpaść na pana z dzieckiem a moi rywale bokiem mnie pokonują i tak na zdjęciu z mety widać mi tylko but :( następnym razem nie dam się wyprzedzić :)

Jarek nie był specjalnie nawet zmęczony, ja odwrotnie. I znów obiecałam sobie, że będę trenowała podbiegi bo za rok nie dam się pokonać tej górce! Na mecie medale, gratulacje, zdjęcia i wpadamy do kolejki po jedzonko. Sponsor dla biegaczy przygotował kurczaka i warzywa grillowane. Niestety liczba stanowisk z grillem nie była wystarczająca i kolejka rosła i rosła a porcje były wydawane sporadycznie. Czekając najadłam się chleba i przypadkiem załapaliśmy się z Jarkiem na kiełbaskę, więc szybko wyszliśmy z tego tłumu i poszliśmy świętować z najbliższymi popijając piwko (nawodnienie po biegu to rzecz obowiązkowa). Kolejka do cateringu ciągnęła się jeszcze długo po biegu. Dlatego pewnie na zawodach głównie jest grochówka lub kluski - bo są szybko wydawane. Grill to super pomysł i warto w to iść jednak zdecydowanie ilość stanowisk nie była dostosowana do ilości biegaczy.

Relaks po biegu z widokiem na Kazimierz DolnyJeszcze tylko losowanie nagród (wygrałam kupon do dietetyka, i nie, nie zmarnuje się) i ruszamy na znane szklaki w Kazimierzu, bo dawno nas tu nie było. Miasto jest urokliwe, ale mocno skomercjalizowane. Opłata za wejście na wzgórze Trzech Krzyży mocno mnie zdziwiła. Nie chodzi o 2zł ale to jest punkt widokowy, który nie jest zabezpieczony, nie ma ławek ale ma opłatę i kasę fiskalną. Kupiliśmy jeszcze tradycyjnie po kogutku i zmęczeni ruszyliśmy do domu. To był biegowy weekend. Ja wzięłam udział w 2 biegach a Jarek w 3 i mniej się zmęczył ode mnie :)

Reasumując bieg był dobrze przygotowany, było sporo atrakcji dla biegaczy, minus to taki że jedną z nich było szukanie toalet, a także przecięcie się tras biegaczy i kolejka po catering. Jednak tych dobrych rzeczy było zdecydowanie więcej i tak trzymać :) A za miesiąc ta sama ekipa przygotowuje bieg w Konstancinie. Słyszałam, ze szykują jeszcze więcej atrakcji warto się zapisać. Dziękuję za super zabawę i do zobaczenia za rok.

 
Jeff`s Banana Run 2016 - relacja PDF Drukuj
Wpisany przez Jaro   
niedziela, 15 maja 2016 06:13

Jeff`s Banana Run - logoLubimy z Kingą pomagać charytatywnie, szczególnie jak się to jeszcze wiąże z bieganiem. Gdy zostaliśmy poproszeni o ambasadorowanie temu wydarzeniu ani chwili się nie wahaliśmy. Gdy zobaczyliśmy filmy z poprzedniej edycji to jeszcze bardziej wiedzieliśmy, że w tym roku też chcemy się znaleźć pośród zakręconych wariatów biegowych. Tym bardziej, że całość wpisowego powędrowała dla dzieciaków którymi opiekuje się fundacja Spartanie Dzieciom. Kto jak kto ale na nich można liczyć a wspomaganie ich w takim przedsięwzięciu to dla Nas zaszczyt.

Poranne zapowiedzi pogodowe nie były optymistyczne. Pogodynka wróżyła w Warszawie cały dzień opadów deszczu i jesiennych warunków. Na 9 pojechaliśmy na Kępę Potocką. Ja chciałem przebiec Parkrun Żoliborz a Kinga została wolontariuszką. Jak zwykle fajna i rodzinna atmosfera. Podczas biegu (na 5km) zaczął padać lekki deszczyk i nie wróżyło to dobrze na dalszą część dnia. Po parkrunie szybko zapakowaliśmy się w samochód i parę minut po 10 pojawiliśmy się na Polu Mokotowskim.

My przed startemDo restauracji Jeff`s gdzie było biuro zawodów poprowadziły Nas zapachy :) Amerykańskiego grilla było czuć z daleka. Przed restauracją była zorganizowana część gastronomiczna z burgerami, hot-dogami i lemoniadą. Fajny pomysł organizatorów - każdy dostawał w pakiecie 3 żetony i po biegu mógł sobie wydać je na co chciał. W pakiecie były również draże, napój oraz chip z numerkiem. Przy starcie kręciło się sporo przebranych osób więc i my poszliśmy do samochodu się przebrać. Ja za maga a Kinga wystylizowała się na Superwoman. Jak się okazało nie była jedyna w tym przebraniu i z Superman-em stworzyli mocny team :)

Zresztą superbohaterów nie brakowało bo była także kobieta Batman oraz Spider woman z którą walczyliśmy o wynik do samego końca :) Na Nas największe wrażenie jeśli chodzi o ilość włożonej pracy zrobiło przebranie Lodówka i Barbie - zasłużenie dziewczyny zgarnęły wyróżnienie i główną nagrodę. Start bieguZresztą przebrań zasługujących na wyróżnienia było o wiele więcej i przyznam się, że fajnie się biegło w takim kolorowym tłumku wariatów. Ludzie wypoczywający na Polu Mokotowskim byli pod wrażeniem a dzieciaki miały mega frajdę. Jeśli chodzi o przebrania to jest jeden zgrzyt, który zauważyliśmy pod koniec. Bieg wygrał i skasował główną nagrodę jeden z biegaczy (znany Nam z Parkruna - bardzo dobry zawodnik), który nie był przebrany... Pewnie gdyby poleciał w przebraniu nosorożca ważącym 20kg to i tak by wygrał ale charakter tego biegu był zupełnie inny. Chyba nie chodziło o objechanie dziewczyny przebranej za bociana, księżniczki, pani wiosny, gościa z maską konia na głowie albo człowieka banana - to było po prostu nie fair. Tym bardziej, że odnosząc się do regulaminu zawodnik powinien być zdyskwalifikowany ("10. Warunkiem uczestnictwa w biegu jest posiadanie przez biegacza przebrania.") no chyba, że przebrał się po prostu za biegacza ;)

Kinga z burgeremNa szczęście pogoda dopisała i spokojnie po biegu zamiast medalu mogliśmy wciągnąć pyszne burgery z lemoniadą. Poczekaliśmy także na konkurs w jedzeniu hotdogów. Obstawiliśmy swoich zawodników ale wygrał czarny koń - gość przebrany za Family Guy-a - zjadł 4 hotdogi w 2 minuty! Nie były to łatwe zawody! :) Wrażenie na nas wywarł konferansjer - fajny chłopak prowadzący na luzie całą imprezę, bez spinki i nadęcia. I takie mamy wrażenie po całych zawodach - na luzie i w fajnej atmosferze pomagania innym. Masa fajnie poprzebieranych zawodników, uśmiechnięte twarze i pycha żarcie. Do tego nasz udział to pomoc potrzebującym - lubimy to. Jeśli będzie kolejna edycja to możecie na Nas liczyć. Polecamy! Ocena biegu: 9/10.

Zdjęcia w środku dzięki uprzejmości Festiwal Biegowy - więcej fotek z biegu znajdziecie TUTAJ.
Relacja filmowa na Nasze Miasto.
 
XXVI Bieg Konstytucji - relacja PDF Drukuj
Wpisany przez Jaro   
czwartek, 12 maja 2016 11:08

26 Bieg KonstytucjiDość dawno nie biegłem zawodów na 5km. Na Parkrunach na tym dystansie doszedłem do blisko 22 minut ale to czas nieoficjalny. Na moim blogu od dwóch lat widnieje życiówka na poziomie niecałych 25 minut. Dzięki temu, że jestem Ambasadrorem Festiwalu Biegowego dostałem pakiet na XXVI Bieg Konstytucji i właśnie tutaj postanowiłem powalczyć o nowy "personal best" na 5km.

Pakiet odebrałem na ul. Rozbrat dzień wcześniej. Jak zwykle wszystko szybko i profesjonalnie. W zestawie całkiem porządna koszulka (w końcu nie biała :) ) marki 4F. Z rozpędu wziąłem M i nie patrzyłem nawet na wywieszone modele testowe. W domu okazało się, że to chyba S albo XS bo jest mega obcisła a ja takie nie za bardzo lubię. Ucieszyła się za to Kinga, na którą pasuje idealnie i już koszulka leży w jej szafce.

Jaro na trasie 26 Biegu KonstytucjiDzień zawodów zapowiadał się słonecznie i ciepło. Majówka w tym roku dość średnia więc każdy promyk słońca cieszy. Postanowiłem wyruszyć rowerem i dojeżdżając na start pokonałem 16km. Bez problemu zostawiłem rower w depozycie dzięki uprzejmności przemiłych wolontariuszek. Z szatni nie korzystałem więc potruchtałem od razu w kierunku startu. Oczywiście wszędzie pełno biegowych znajomych - weteranów i tych dopiero stawiających pierwsze kroki w bieganiu. Dobrym pomysłem był start falami wedle planowanych czasów. Niestety jeszcze sporo biegaczy nie rozumie po co są takie strefy i spowalniają szybszych zawodników. Hitem były 2 panie – azjatki – które starowały w mojej strefie (20:00-25:00) a ukończyły zawody powyżej godziny bo mijałem je na rowerze jak spacerowały do mety jak już wracałem do domu.

Moje postanowienie poprawy życiówki miał wspomóc zegarek Garmin. Wrzuciłem na niego nową aplikację – wirtualnego trenera. Cel jaki założyłem to 24 minuty co będzie poprawą o prawie minutę od rekordu. Od samego początku zegarek dyktował ostre tempo. Podbieg pod Akrykolę jak zwykle masakrujący a wirtualny pacer odbiegł mi na 100m. Pogodziłem się już z tym, że czas będzie powyżej 24 minut ale i tak życiówka jakaś nowa będzie. Na 3-4km zrobiło się bardzo ciepło i słonecznie. Ciężka pogoda na szybkie bieganie. Wpadłem na metę i się mocno zdziwiłem. Czas na zegarku 23:10 a oficjalny w wynikach 23:03. Ahh ta technika :) Gdybym wiedział to bym trochę mocniej pocisnął żeby urwać te 4 sekundy i być chociaż 22:59. No nic, zostanie to na następny raz a ja muszę poszukać innego programu albo po prostu sam liczyć sobie czas - co najlepiej wychodzi.

Na mecie wszystko szybko i sprawnie. Rozśmieszyło mnie to jak niektóre "cebulaki biegowe" wyrywały po 2-3 izotoniki wolontariuszom. Ci zwracali im uwagę ale do niektórych to zupełnie nie docierało – całe 3 pln zarobione, żenada. Ogólnie stwierdzam, że poziom organizacyjny bardzo wysoki ale to już standard "Warszawskiej Triady Biegowej". Trasa szybka i fajna (nawet ten podbieg). Medal mi się średnio podoba ale o gustach się nie dyskutuje ;)

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 122
Zegarek
Najbliższe starty

28 days, 21 hours, 42 minutes until:
II Bieg Konstancin (25.06)

Tu szukaj
Kalendarz startów
Licznik odwiedzin
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj3486
mod_vvisit_counterWczoraj3517
mod_vvisit_counterMiesiąc82538

We have: 20 guests online